dziecięce inspiracje

19 stycznia 2012

Dziś wieczorem dzieci zażyczyły sobie „poczytaj mi mamo” z Antologii Dziecięcej , Julian Tuwim zaskoczył mnie tak pozytywnie, że od razu cytuję, nadaję miano motta życiowego i niniejszym dziękuję dzieciom za ten mądry dzisiejszy wybór!!!

Przeczytajcie sami i skaczcie z nami:

SKAKANKA


„Żeby kózka nie skakała,
Toby nóżki nie złamała”.
Prawda!

Ale gdyby nie skakała,
Toby smutne życie miała.
Prawda?

Bo figlować – bardzo miło,
A bez tego – toby było
Nudno…

Chociaż teraz musi płakać,
Potem będzie znowu skakać!
Trudno!

Więc gdy cię dorośli straszą,
Że tak będzie, jak z tą naszą
Kozą,
Najpierw grzecznie ich wysłuchaj,
Potem powiedz im do ucha
Prozą:

„A ja znam może dwadzieścia innych kózek, co od rana do wieczora skakały i zdrowe są, i wesołe, i nic im się nie stało, i dalej skaczą! Grunt, żeby się nie bać! Tak skakać, żeby się nic nie stało! Bo inaczej, co by za życie było? Prawda?” I skacz, ile ci się podoba. Niech dorośli zobaczą, jak się to robi!

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

kobieca identyfikacja

3 listopada 2011

znowu jestem!

lubię pisać , gdy czuję 100% spójności wewnetrznej, pomimo radości życia i wielu postępów w dziedzinie proaktywności(tak,tak! chcę sie pochwalić) brakowało mi tego n-tego elementu, którym była…kobieta!

Babskie spotkania-takie z założenia, zaplanowane specjalnie by pokąpać się troszkę w progesteronie rewelacyjnie na mnie działają. Ich owocem jest moje nowe odkrycie , o którym śpieszę Wam donieść. Cudownym wprost zbiegiem okoliczności spełniłam marzenie! Co dzień pędząc swoja różową strzałą obok ogromnego plakatu na gdańskim Żaku odliczałam dni do wypłaty, zakupu biletów i upragnionego koncertu. Wpisany w kalendarzu od miesiąca. Oto nadszedł ten dzień-sprawdzam godziny pracy kas biletowych-i klops! Bilety wyprzedane. Dowiadujemy się o poważnej chorobie teściowej i mój małżonek jedzie zobaczyć się z mamą. Za chwilę jeszcze jedna nowina: koleżankę , której chciałam zaproponować koncert zabiera na koncert jej własny mąż(dla wtajemniczonych Paweł syn Tadeusza)-który zakupił 2 bilety miesiąc temu. Ok, wyśpię się.  Zostałam niedawno przedstawiona jako mistrzyni pozytywnego myślenia i tak na to chcę patrzeć.  Sobota rano, koncert wykreślony, dzwoni telefon. Ania pyta co robię wieczorem , bo ma 2 zaproszenia na koncert Nosowskiej!!!!aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!huraaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!

Koncert przeniósł mnie emocjonalnie w stan z czasów szkoły średniej, przypomniałam sobie jak tato wołał na mnie Kasia , gdy pofarbowałam włosy na kolor jak z tego plakatu na Żaku, jak śpiewaliśmy Teksańskiego na chemii, że 1 płyte pokazała mi Ula i takie tam.. Do tego stopnia weszłam w stan emocjonalny tamtych czasów, że w garderobie, do której dostałyśmy się pod pretekstem wzięcia autografu, a w celu wyznania identyfikacji od 18 lat, uwielbienia dla kunsztu poetyckiego itp….- zabrakło mi słów! Wydukałam coś w stylu „tak nam głupio, dziękujemy” i uciekłyśmy.  Ja też się teraz z tego śmieję:)

No ale czas na odkrycie. Katarzyna Nosowska promuje naturę!!! Gdy ogarniają Cię wątpliwości idź do lasu, bo”w naturze wszystko się zgadza”, że zacytuję wokalistkę. Napisała przepiękną piosenkę „o lesie”. Moje dzieci ją uwielbiają. Trochę bałam się słuchać tej płyty z nimi. Czy nie za mało radosna? Hania zasypuje mnie pytaniami o teksty: Jak to mgły się pasą? A kto piorunom  ostrzy groty? Ignaś woła Mamo wonć tą muzikę!! A ja słucham, buzują moje pozytywne emocje, dzieci rozwijają pierwiastek duchowy. A Nosowska czuje naturę. Moją i wszechświata…. www.poczujnature.pl

Wczoraj byliśmy w lesie. Wszystko się zgadza.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

MOJA MISJA I CELE

27 lipca 2011

To było długie blogowe milczenie. Gdy dzieją się zmiany w mym systemie wartości nie mogę pisać. Skupiam się na podstawowych czynnościach życiowych a w „międzyczasie” rozmyślam, układam puzzle tetrisa (taka metafora życia – kiedyś za czasów szkoły średniej w przypływie weny filozoficznej stwierdziłam , że „życie jest jak tetris, nie wiesz co Ci przyniesie, a to ty decydujesz co robić z klockami- jak je układać i czy wogóle”), obserwuję siebie i świat.

W ciągu ostatniego pół roku w moim życiu nastąpiło dużo przewrotów przekonań, jednak najintensywniej odczułam te zmiany w ciągu ostatnich 2 miesięcy- czułam , że potrzebuję w jakiś wyjątkowy sposób zdefiniować sobie sens życia. Z pomocą przyszedł warsztat Kariny Sęp „Mapa marzeń- mapa celów” (ASDIMO – moja ulubiona firma szkoleniowa). Pewnie większość z Was interesujących się rozwojem osobistym zna temat, niektórzy może nawet maja to cudo u siebie w domu. Są różne formy-od tapety na pulpicie komputera, przez zeszyt w szufladzie , po dzieło sztuki wiszące w sypialni. Miałam ze 3 podejścia do tego tematu, wiedziałam , że jest ważny, wart zainteresowania i niezbędny przy określaniu kierunku drogi życiowej, natomiast teraz dopiero wiem jak i czuję się spójna z moja mapą.  Mogłabym ją swobodnie pokazać każdemu, podczas gdy wcześniej wydawała mi się tylko moja słodka tajemnicą. Wieszałam ja w garderobie, chowałam pod stertą książek, teraz jestem z niej bardzo dumna. Karina na zasadzie opcji wytłumaczyła nam jak często robi się mapę celów, kiedy najlepiej się za to zabrać, po co ją robić, kiedy modyfikować , a przede wszystkim JAK TO SIĘ ROBI (możesz wybrać jedną z propozycji lub zupełnie własną, poznajesz jednak klucz). Ja wybrałam oczywiście taka zgodną filozofią 5 przemian, naturalnego cyklu przyrody. Osobiście zaskoczył mnie sam proces- przygotowania w domu- masz do przemyślenia kilka ważnych kwestii dotyczących tego czego NAPRAWDĘ w życiu chcesz, robiąc to czułam , że we właściwy sposób dbam o siebie, że oto dotykam tego, co najważniejsze. I tak się w końcu stało- szkolenie zaowocowało dodatkowym wyjątkowym bonusem, o którym za chwilkę.

Przyznam sie , że nie przypuszczałam , że mapa powstaje tak szybko, robiłam sobie w głowie zapory różnego typu- wiadomo zmiany to zawsze wykraczanie poza strefę swojego komfortu. Piszę to z wielkim uśmiechem na twarzy-warto było się przełamać :)

Mapa jest spora, dotyczy wszystkich ważnych sfer mego życia- oprócz moich osobistych marzeń-planów dotyczących dzieci, pracy, mądrości, seksu , pieniędzy, rodziny i autorytetów! Gdy na nią patrze przypominam sobie gdzie zmierzam.  Dzięki niej zapisałam wczoraj moja nową misję życia! Czuję się jakbym przefrunęła dookoła wszechświata.

a wszystko zaczęło się od misji rodziny, ale to już temat na kolejny (w najbliższym czasie) wpis …

Mapę marzeń można wykonać w najbliższym czasie w Sopocie na „Lecie z logodydaktyką” . Udanego lata!!!

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

DZIEŃ MATKI

25 maja 2011

Wybieram się jutro na uroczystości w przedszkolu, ale najbardziej ekscytuje mnie to co zaplanowałyśmy z innymi mamami na popołudnie- wizyta w parku linowym!! Jak pisałam w poprzednim wpisie – dzieci rozwiną swoją energię nóg na ścieżce wyzwań dla najmłodszych, a my zamierzamy wykonać przelot- zjazd na tyrolkach- ach jakie to ekscytujące!

Dziś namówić chcę was na podpisanie arcyważnej petycji- w sprawie zmiany sposobu żywienia dzieci w przedszkolach- organizatorzy postulują wprowadzenie naturalnych składników i gotowanie zgodnie z porami roku- czyli coś, co zwolennikom Naturalnych Filarów Życia jest ogromnie bliskie.

Dotychczasowa akcja gotowania w przedszkolu uwieczniona jest tutaj>>>

natomiast petycję świadomego rodzica można podpisać tu>>

Ciekawe co wyjątkowego wy planujecie na Dzień Matki? Coś z serii Spełniam Marzenia?

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

Kojące pokrzywy

22 maja 2011
No i mamy lato… Wg cyklu natury zaczęło się już po Zimnej Zośce, 16 maja. A maj to dodatkowo czas pokrzyw- można zbierać całe pędy. Wybieramy się dziś na przedszkolny piknik na Kaszubach i zamierzam wrócić z niego z jakimś ekologicznym pokrzywowym łupem!
W najnowszej publikacji na temat 5 przemian Ewy Dobek znalazłam cudowny przepis na zupę z pokrzywy, który pozwalam sobie zamieścić na końcu wpisu. Autorka zwróciła moją uwagę  na domowe kosmetyki- możesz je mieć nie wychodząc z domu. Jak łatwo jest zrobić szampon czy pokrzywowy ocet do włosów. Własnoręczne mydło, krem, lotion do biustu- to takie ekonomiczne i zdrowe rozwiązania!

Wczoraj rankiem w wiosennym deszczu pognałam na mojej różowej rowerowej strzale na spotkanie z  przeuroczym Chińczykiem-  twórcą qigong stylu Lecącego Żurawia. Skoro ćwiczenia te mają tak doskonały wpływ na zdrowie, zastanawiałam się kiedy będę mogła wprowadzić je swoim maluchom. Liu opowiedział mi zgodnie z filozofią 5 przemian:
U dzieci energia jest w nogach- one mają biegać, skakać, wspinać się. Stojące ćwiczenia polegające głównie na ruchu rąk są dobre dla osób w tzw. średnim wieku ( to chyba właśnie ja się znajduję w tej grupie) . Każdy wiek jest jak pora roku czy przemiana:
- dzieciństwo  to wiosna, przemiana drzewa, energia wzrastania, ciekawości świata  ,
- młodość to lato, ogień, energia z nóg przenosi się wyżej do narządów płciowych, energia siły fizycznej, skrajnych emocji i seksu
- wiek średni, babie lato, ziemia, energia wkracza do serca, płuc, rąk, to czas rozkwitu miłości(partnerskiej czy rodzicielskiej) ,znalezienia głębokiego oddechu w życiu i działania!
- dojrzałość, metal, energia wkracza na do głowy, czas mądrości, a dla mnie osobiście utrzymania otwartości umysłu na nowości, zmiany
- wreszcie starość, woda, energia-jak sądzę – przenosi się do czubka głowy- bramy 100spotkań, żyjemy blisko swej duchowej strony.
Inspirujące-prawda?

Zatem zrobię wszystko by w te lato moje maluchy jak najwięcej  ganiały, jeździły na rowerze, pływały, na dzień matki zabieram je i siebie do parku linowego(planuję sobie zrobić wyjątkowy prezent-o tym w następnym wpisie…), niech się wspinają, czołgają i balansują! Na zimę znajdę im zajęcia kung-fu , a kiedy podrosną zapytam czy chciałyby poznać tai-chi. Oczywiście chcę by także tańczyły, grały w piłkę, klasy i inne wspaniałości wieku dziecięcego.

A teraz obiecany przepis na ZUPĘ Z POKRZYWY:
Zagotuj 2l wody, dodaj  ½ łyżeczki kurkumy (O)
Warzywa: marchew, pietruszkę, ziemniaki, młody seler, por pokrój w kostkę ( z jadalnymi pędami)
dodaj marchew, pietruszkę, ziemniaki(Z)
a  następnie  seler, por, trochę pieprzu(M)
i sól do smaku (W)
gotuj kilka minut,
teraz czas na pokrzywę : drobno pokrojone umyte pędy wrzuć do wywaru(D),
dosyp szczyptę kurkumy (O)
i łyżkę masła (Z),
całość gotuj jeszcze 10 minut, można doprawić śmietaną- smacznego!

P.S. W Dzień Matki na blogu pojawi się coś absolutnie ważnego!!

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

SPEŁNIANIE MARZEŃ

6 maja 2011

Spełniam marzenia! Tak! I nie musi to być wypasione auto oraz kilka nadmorskich domów nad morzem śródziemnym, jak dawniej myślałam. To też. Jednocześnie już teraz, każdego dnia mogę spełniać swoje marzenia, wystarczy odrobina wysiłku. Same się nie zrealizują. A może same, tylko musisz je znać?

Dla niektórych z Was to oczywiste, że Wasze potrzeby są równie ważne , co potrzeby innych. Ja czasem zachwieję tą równowagą na swoją niekorzyść. W rezultacie sprawianie radości innym juz mnie tak nie cieszy. Ciągle mi mało, myślę o tym , czego nie zrobiłam, zamiast skupić się na tym czego wspaniałegodokonałam. A tu odpowiedz brzmi „trzeba mniej”, „zadbaj o siebie”. Szaman z Bali magnetycznej Julii Roberts w  „Jedz, módl się i kochaj” : Czasami wyjście z  obecnego stanu równowagi jest jedyną idealną równowaga na teraz.

Poprzedni akapit sponsorowała RÓWNOWAGA :)

Na początku wiosny chciałam żyć w zgodzie z piramidą WHO– półgodzinny  spacer dziennie- ach jak tu znaleźć na niego czas? -myślałam . I sam przyszedł- auto odmówiło jazdy , a droga z tramwaju do przedszkola to 15 minut spaceru, wykonana dwukrotnie (a nawet czterokrotnie z odbiorem) daje wspaniałe dotlenienie ciała , mózgu i emocji !!!

Oto kolejne marzenie: przewracam kartkę kalendarza, który zredagowaliśmy sobie na początku roku z inspirujących zdjęć- fotografia z włoskich wakacji –„jadę” na Vespie z moimi brzdącami. Chcesz to mieć? Masz! Co reprezentuje to zdjęcie? Potrzebę ciekawego spędzania czasu, potrzebę przebywania z dziećmi w doskonałych emocjach, potrzebę zwiedzania miasta z innej perspektywy niż samochód, potrzebę poczucia wiatru we włosach… A w piwnicy od 5 lat stoi rower i dwuosobowa przyczepka… I wiecie co? Do przedszkola jest bardzo pod górkę, z piwnicy również, ale zrobiłam to! Jeżdżę od początku maja rowerem z przyczepką- spotykam życzliwe uśmiechy, obserwujemy jak rozkwita Gdańsk(i moje ukochane magnolie), poznajemy nowe zakątki, na które nie zwracaliśmy najmniejszej uwagi jeżdżąc samochodem, a wracając- jest z górki na pazurki i razem krzyczymy „z drogi śledzie bo Hania jedzie na torpedzie!” (moja miejska różowa strzała ma 3 przerzutki o wdzięcznej nazwie „torpedo”).

Tak chciałam znaleźć spokojną chwilkę by podzielić się z wami moimi marzeniami. Były inne „priorytety”- zmywarka, przysługa znajomym, relaks przy filmie. I oto nadarzyła się okazja, córka  spontanicznie pojechała nocować u koleżanki, mały sam zażyczył sobie piżamkę 2 godziny wcześniej, mąż gra koncert, a ja… Nie wstawiam prania, zmywarki, nie sprzątam, nie gotuję, nie depiluję łydek, nie odpisuję na maile, nie dzwonię do chorej babci.

Spełniam marzenia! Tak!

A ty? Jakie marzenie planujesz spełnić jutro?

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

NATURALNY LEK

17 kwietnia 2011

Często powtarza się w mym życiu sytuacja, gdy zatroskana mama- czy to w przedszkolu, gdy czekamy odbierając dzieciaki aż skończą kolorować , czy wcinać swój ukochany podwieczorek (zdrowy!- marcheweczki na przykład- bardzo słodki przysmak), czy też przy okazji spotkań towarzyskich- kinderbale odbywamy ostatnio nadzwyczaj regularnie, mamy pytają mnie:

„co możesz poradzić na ten kaszel, którego nie możemy się pozbyć od miesiąca, lekarz go osłuchał, wszystko czyściutkie, robię mu rozgrzewające herbatki- i nic!” Są też pytania o katar, pęcherz, alergię, ból brzuszka…W tym momencie zatroskana mama oczekuje, że podam przepis na „naturalny lek”. Sęk w tym, że nie chodzi o to by  zadziałać jak tradycyjnie pojmowany lek-znieczulić i dalej eksploatować ciało. Oczywiście zależy mi na tym , by szybko wyciszyć objawy i żeby po wypiciu „czarodziejskiego” naparu  dolegliwości minęły. Życie w zgodzie z naturą oznacza jednak dużo więcej- wsłuchiwanie się w organizm, jego potrzeby.

Czy masz świadomość , że odpowiedni tryb życia naprawdę wspomaga twój organizm, nie tyko ciało ale i –poprzez dobre samopoczucie- duszę, emocje? Że to wszystko wzajemnie się dopełnia i współgra z natura choćbyś nie wiem jak uciekał i udawał, że tak nie jest? Przecież nawet mieszkając w wielkim mieście doświadczasz wpływu innego mikrokosmosu- księżyca-a Ziemię masz dużo bliżej…

My tez od ponad tygodnia borykamy się z katarem…Przyczyna? Kinderbal i szalona ilości cukru, owocków, soczków. Oczywiście, że pozwalam moim dzieciom na takie szaleństwa, staram się natychmiast równoważyć je dobrym kompotem, rosołkiem. Cierpliwie czekam aż wzmacniany moimi „czarodziejskimi napojami” organizm sam wydali nadmiar śluzu czy toksyn. Niech walczy, uczy się samoobrony.

Cierpliwość.. och to temat na odrębny wpis. Uczę się jej z kolei na innych obszarach życia.

Tymczasem „naturalny lek”  to jednym słowem…równoważenie.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

PORÓD DOMOWY

6 kwietnia 2011

Zrobiłam sobie wolne, by dać odpocząć kręgosłupowi , chyba mnie przewiało po koncercie neoquartet i nie mogłam ruszyć szyją! Jak to się stało i dlaczego – zachodziłam w głowę…i okazało się bardzo szybko po co- zadzwoniła moja położna, że wchodzi ustawa o refundacji porodów domowych (wreszcie gonimy Europę-  w Holandii 70% porodów przebiega w warunkach domowych- to znaczy wszystkie fizjologiczne) i reporterzy z Panoramy TVP2 chcą nakręcić u nas materiał. Trwało to ok 45 minut, kręcony był Ignaś, my, położna, w telewizji ukazało się 5 sekund… a wydźwięk reportażu – oceńcie sami, ciekawa jestem Waszego zdania:

16 minuta…

PORODY DOMOWE REFUNDOWANE panorama tvp2

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

Joga kundalini

16 marca 2011

Wiosna za oknami w pełni – jeszcze tylko powietrze ma w sobie cos z zimy- chłodne przejmujące, ale promienie słońca i błękit nieba dają się we znaki- czas na pobudkę z zimowego snu, wiosna kalendarzowa tuż tuż, a ta wg kalendarza zgodnie z naturą już dawno w pełlni, sprawdź >>

Dziś słów parę o jodze: hatha, prana, ashtanga,kundalini – no właśnie kundalini..

Joga kundalini zajmuje się , mówiąc najprościej, warstwą  energii tuż przy naszym ciele. U Pawła Gutrala, trenera jogi kundalini czytam:

„Kundalini pochodzi od słowa kundal, co oznacza kosmyk włosów ukochanej osoby. Jest to metafora wskazująca na zwiniętą spiralnie twórczą energię wszechświata, której uśpiony potencjał istnieje w każdym z nas. Obudzenie i podniesienie tej energii integruje ciało, umysł i duszę, dając praktykującym ją osobom doświadczenie pełni istoty.” Zaskoczyły mnie zajęcia u Pawła – a właściwie to , jak się czułam po nich – były tak intensywne,  że myślałam, że nie dojdę do domu ani nie ruszę się następnego dnia. Zadziwiło mnie, że wykonywałam z chęcią te rytmiczne ćwiczenia ,  wszelkie wysiłkowe i „taneczne” zajęcia były dotychczas poza kręgiem moich zainteresowań. Od razu pociłam się , męczyłam i nie mogłam pozbierać do końca dnia z ciśnieniem w głowie. A u – taka mila niespodzianka – ćwiczymy do mantrycznej muzyki, ćwiczenia są coraz szybciej powtarzane i coraz bardziej intensywne. Czujesz się przy tym – doskonale! A po sesji masz tyle energii , ze możesz zrobić wszystko! Wróciłam o 22 i posprzątałam całe mieszkanie, ugotowałam zupę śniadaniową na kolejny dzień i obiad , nastawiłam pranie, uśmiechałam się do siebie. Następnego dnia zakwasy przyćmił przewspaniały humor.

Jeśli mieszkasz w Warszawie to bliżej Ci będzie do greencentrum,  Kamila jest doświadczonym trenerem osobistym, po intensywnej sesji jogi możesz umówić się z nią na masaż.  Kamila pisze:

„Kundalini Joga jest dla ludzi, którzy żyją pełnią życia, posiadają rodzinę, dom i pracę, żyją aktywnie, i równocześnie chcą zharmonizować świat wewnętrzny z zewnętrzną rzeczywistością.”

W lutowym wydaniu Zwierciadła Iwona Kozak, nauczycielka jogi kundalini, pięknie pisze o wyjątkowym sposobie dbania o naszą pranę (energię życia). Możemy ją „dożywiać” obcując z pięknem przyrody i…sztuki. Dobra muzyka, obraz, wystawa są jak zdrowy pokarm – wzmacniają!!!

To jak szczepionka na przemoc w telewizji, na informacje w radio, brzydkie miejsca, głupią muzykę.

Zatem wybierz się na spacer, przejażdżkę rowerową, a jeśli nadal jest zimno- idź na wystawę – zabierz na nią całą rodzinę- niech dzieci też zasilą swoja pranę.

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks

QIGONG na WIOSNĘ

28 lutego 2011

Czy zauważyliście , że już od dwóch tygodni mamy wiosnę? Oczywiście według kalendarza zgodnego z naturą i Tradycyjną Medycyną Chińską. W dostrzeżeniu tego faktu paradoksalnie pomogły mi srogie pomorskie mrozy.. Otóż samochód nie chciał już sam-chodzić, ani nawet ruszyć , więc zaczęliśmy korzystać z uroków codziennych spacerów-wymogi nowej piramidy WHO okazały się drobnostką-droga z tramwaju do przedszkola i z powrotem to idealny 30 minutowy spacer. Za każdym razem spotykałyśmy niezwykle aktywne ptaki- a to wróble ukryte w krzakach, a to jakąś szaloną kaczkę w środku miasta, a dziś szłyśmy słuchając symfonii ptasich śpiewów-żeby sprostać pytaniom córki musiałabym umieć rozpoznawać gatunki na podstawie odgłosów, musiałyśmy jednak zadowolić się naśladowaniem poszczególnych treli i miałyśmy przy tym doskonałą zabawę.

Żuraw może nie jest miejskim ptakiem, ale będzie mi się kojarzył z początkiem wiosny – wraz z nadejściem okresu przejściowego Dojo, czyli w roku bieżącym 27 stycznia, wzięłam udział w kursie qi gong (czi-kung) organizowanym przez Stowarzyszenie Promocji Zdrowia Qigong – Lecący Żuraw.

Nazwa pochodzi od stylu, w jakim uprawia się ćwiczenia – przypomina to z zewnątrz żurawia rozkładającego i składającego skrzydła czy brodzącego po wodzie. Ćwiczenia doskonale uzupełniają dietę 5 przemian, delikatnie uelastyczniają ciało, harmonizują przepływ energii w meridianach (kanałach energetycznych), praktykując je regularnie można wyrównać wiele anomalii chorobowych, znajoma z kursu mówiła o regulacji ciśnienia, cofnięciu skoliozy kręgosłupa i zaniku osteoporozy w biodrze. Ja osobiście zauważyłam  wyrównanie gospodarki hormonalnej już po 3 spotkaniach…

Dla mnie największą wartość w obecnej chwili przedstawia qigong jako medytacja w ruchu – przez pół do godziny jestem tak skoncentrowana  na ruchach i przepływach energii , że zapominam o całym otaczającym mnie świecie. Wielkim zaskoczeniem był dla mnie fakt, że sporo zaniżam średnią wiekową grupy.. Medytację w ruchu ćwiczy wiele starszych osób w wieku moich rodziców i dziadków.  Przyjaznym jest fakt, że ćwiczenia są bardzo delikatne, w spokojnym tempie, organizowane są przez Stowarzyszenie w całej Polsce, najczęściej w salach gimnastycznych, koszt jest bardzo symboliczny, bo pokrywa jedynie wynajem sali.

Zachęcam do odnalezienia instruktora w swojej okolicy i przeznaczenia godzinki tygodniowo na tą cudowną medytację w ruchu.

Miejsca i godziny zajęć >>

Share and Enjoy: These icons link to social bookmarking sites where readers can share and discover new web pages.
  • email
  • Facebook
  • TwitThis
  • Google Bookmarks